czyli po jednym torze przez krzaczory.
przeniesienie koncertu en ze stodoły do niejakiej progresji* zainspirowało f do zorganizowania wycieczki. kto by pomyślał, że w miasteczku stołecznym funkcjonuje takie kuriozum, jak linia tramwajowa nr 20. o dziwo udało nam się nie zaginąć w akcji i trafić na miejsce na tyle wcześnie, by zwiedzić lokalną gastronomię.
potem były niezapomniane przeżycia, coś jakby skrzyżowanie baru przy trasie katowickiej i sama nie wiem czego. a w tym wszystkim bargeld i cała reszta i dźwięki różne, łącznie z deszczem rur z podsufitowej wanienki. nie da się ukryć, działo się, działo...
* biorąc pod uwagę całokształt, to raczej regresja była
poniedziałek, 21 kwietnia 2008
pan banknot w koszarach
Autor:
magdandena
o
00:30:00
Subskrybuj:
Komentarze do posta (Atom)
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz