piątek, 18 maja 2007

Wyborów przykre konsekwencje

majowe wieczory pachną niespokojnie i intrygująco zarazem, tyle dzieje się w mieście, a ja?
Jak dzięcioł stukam w klawisze i wiem, że trzyma mnie tu tylko poczucie obowiązku (zdaje się, że do mojego pokolenia włącznie była to cecha dziedziczna, ale przykład Cz. wskazuje, że chyba dalej jej nie przekazałam).
Rozsądek mówi - postanowiłaś znowu studiować, to się ucz, a reszta mnie robi co może, by jakoś się od tego przykrego obowiązku wywinąć.
Chwilowo 1:0 dla reszty - rozbebeszony projekt wisi na pętli "for", a ja sącząc Merlot/Malbec i zagryzając spleśniałym serkiem (bez pieczywka, zachowajmy pozory diety...) zastanawiam się nad tym co robiłabym wiedząc, że to ostatni wieczór mojego życia?
Poszukiwaniu odpowiedzi towarzyszy Bob Dylan z płyty "Desire"

Brak komentarzy: