babooshka.pl zdecydowanie mniammmmm...
a stamtąd tylko kroków kilka do zakąsek w europejskim, ach jaka szkoda, że napchaliśmy się jak nie wiem co w babooshce :(
co prawda znowu nie było tatara - tym razem jajeczna zaraza, ale i tak było miło.
tłoczno jak zawsze, ale udało się docisnąć do kontuaru, z resztą popularność miejsca zdecydowanie wpływa na zacieśnianie więzi międzyludzkich...
zamawiam dwie wódki i piwo i słyszę zza pleców spontaniczny komentarz osobnika, z którym niemal zrośnięci jesteśmy plecami. szacun mówi koleżka nie odwracając się nawet, z niewiadomego powodu prostuję "dla mnie piwo", aaa, to mniejszy szacun opiniuje współbiesiadnik.
relacjonuję wymianę zdań F., który nie mówi raczej po polsku - poza absolutnie obowiązkowymi zdaniami typu "czy ma pani wódkę" których nauczył się 20 lat temu, śmiejemy się oboje, a spontaniczne okrzyki "respect!" towarzyszą nam przez resztę dłuuugiego wieczoru...
piątek, 14 grudnia 2007
szacun czyli oj, bałwanię się :)
Autor:
magdandena
o
14:59:00
Subskrybuj:
Komentarze do posta (Atom)
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz