wtorek, 4 grudnia 2007

that's all, I don't even think of you that often*

miało być pogodnie, cóż znowu nie wyszło...
miałam zakuwać dystrybuanty, a uciekłam w przejażdżkę na mopie, zapuściwszy wcześniej kanadyjskiego dosmucacza.
jakby było mało, nie wiadomo czemu spadł na mnie album zostawiony kiedyś przez T., trzymałam się dzielne oglądając kolejne zdjęcia dokumentujące jego wyczyny snycerskie, ale pękłam przy ostatnim, myśląc o sportretowanym nań T., przygniatającym go smutku, o tym wszystkim, czego nie potrafię nazwać i o dusznym czerwcowym popołudniu kilkanaście lat temu, kiedy stanęło jego smutne serce...

...I need you, I don't need you,
I need you, I don't need you
and all of that jiving around...*


*The Best of Leonard Cohen, 1975 Columbia, utwór 10

Brak komentarzy: