sobota, 12 stycznia 2008

zalewając się po łokcie

podczas napełniania baniaków myślę ciepło o wiedniu, gdzie f robi w starym syfonie wodę sodową z kranówki. i o mojej szwajcarskiej pasierbicy, która po latach chyba wreszcie zapamiętała, że w tym mieście nie pije sie wody z kranu. a szkoda, bo gdyby było inaczej nie czekałaby mnie jeszcze jedna wycieczka na dół, choć ledwie zawlokłam do domu zakupy.
jest jeszcze plan b, wysłać na dół cz, tak, chyba tak zrobię...

Brak komentarzy: