czyli plany sobie, życie sobie...
znowu wstałam za późno, doczołgałam się do a z poważnym obsuwem, a ona, kochana jak zwykle, nakarmiła fetą w oliwie z czosnkiem i papryką, mniammm i próbowała wyciągnąć do kina.
potem niestety nastąpił nieoczekiwany zwrot akcji i zaplanowana na wieczór wizyta u małego i dużego wzięła w łeb, ale dzięki temu obejrzałam film na który bym pewnie sama nie poszła, bo opis sugerował niezłego doła.
obejrzałam i już wiem czemu dostał 3 złote globy i parę innych nagród...
poniedziałek, 7 stycznia 2008
burzliwy poniedziałek
Autor:
magdandena
o
21:58:00
Subskrybuj:
Komentarze do posta (Atom)
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz