niedziela, 27 stycznia 2008

wyszłam wiosną wróciłam zimą

czyli
na całej połaci śnieg
...
na tego te skutki,
na puste ogródki,
na dzionek za krótki,
...
na żale, że wcale
i na tak dalej,
tak dalej, tak dalej,
tak dalej,
tak dalej,
tak dalej, tak dalej,
tak dalej - śnieg...*


coś mnie tknęło i wiosną (czyli przed południem) ogarnęłam ździebko to co dookoła kłębiło się obficie, a potem z poczuciem dobrze spełnionego obowiązku oddaliłam się popracować odrobinę.
jak to dobrze, że już nic nie muszę (oczywiście mogłabym, ale mi się nie chce:) futrzate okopane, zaraz pójdę w ich ślady...

*kochany Jeremi Przybora niedościgniony

Brak komentarzy: