a przede mną obcy decydujące starcie...
chociaż jak na to spojrzeć z drugiej strony, to ludzie uczą się chińskiego (nie, nie mam na myśli skośnookich berbeci), więc może i ja przyswoję sobie jakoś te straszne wzorzyska i po raz kolejny stwierdzę, że nie taki diabeł straszny, jak go malują.
ale na razie taka refleksja nie jest na miejscu, diabeł szczerzy zębiska straszliwych znaczków, różnych mi i sigm, co to potrzebne są mi jak rybie rower*
*hihihi, pamiętacie kto i a'propos czego mówił o relacji ryba-rower? przypomniało mi się, że pięć (bosh, pięć już!) lat temu łażąc po bodajże pere-lachaise obiecałam sobie nadrobić braki w lekturze i poczytać coś tej pani. i co? i pstro, nie przeczytałam do dzisiaj, wstyd!
poniedziałek, 14 stycznia 2008
padam na pysk
Autor:
magdandena
o
00:41:00
Subskrybuj:
Komentarze do posta (Atom)
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz