o tym jak spontanicznie wybrałam się do kina na american gangster (dziękuję k, sama bym na to nie wpadła, czekają przecież rezerwat i butelki zwrotne, a film był całkiem, całkiem)?
czy o tym, że są podobno faceci, co wiedzą, że chorobę przegania się rosołem i na dodatek potrafią ten rosół ugotować jak trzeba, czyli wiedzą, że warzyć należy co najmniej 3 godziny?
a może o tym, że nie zdecydowałam się sprawdzić, czy faktycznie gotuje (tutaj mamy kwantyfikator egzystencjalny) tak dobrze, jak twierdzi, bo nie chciałam ryzykować zarażenia katarem wściekłym?
tymczasem, wszystkim, którzy potrzebują, a zwłaszcza temu co nos ma zatkany
dobranoc...
czwartek, 31 stycznia 2008
hmm, o czym by tu naskrobać?
Autor:
magdandena
o
22:27:00
Subskrybuj:
Komentarze do posta (Atom)
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz