czyli czasami człowiek musi.
to spadło na mnie nagle, gdzieś tak koło 10.30.
potrzebuję nowych butów.
teraz.
now.
czyżby dlatego, że we czwartek oddałam s dwie pary?*
i jeszcze wyrzuciłam jeden z pary takich bardzo ukochanych, co nie włożyłam ich na nogi od ładnych paru lat, swoja drogą ciekawe gdzie jest drugi?
wytrzymałam +/- godzinę, a potem po prostu uciekłam. na niezbyt długo, ot tyle by przebiec pędem cztery sklepy z butami w upiornych tarasach.
i co? i pstro!
żadne się nie nadawały. dlaczego tak rzadko wchodzę do sklepu, przymierzam i one po prostu pasują, są wygodne i dobrze w nich wyglądam?
chyba zamknę się w sobie i na znak protestu zacznę defilować w kapciach od baty...
*właściwie nowych, jedne miałam na sobie raz, drugie dwa razy, kosztowały majątek, a niewygodne były wprost proporcjonalnie do ceny
poniedziałek, 25 maja 2009
na drugie mam imelda
Autor:
magdandena
o
15:16:00
Subskrybuj:
Komentarze do posta (Atom)
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz