czyli czekając na październik.
biegnąc przejściem podziemnym pod emilii plater z kubkiem pełnym latte nagle uświadomiłam sobie, że jestem szczęśliwa.
to jest właśnie to co lubię, za chwilę wespnę się po schodach na górę, usiądę i znowu przypomni mi się, jak po raz pierwszy oglądałam tu andrieja rublowa. wtedy nie była to jeszcze sala numer 7 tylko kino wiedza, a krzesłom daleko było do dzisiejszych foteli.
z resztą nie tylko fotele się zmieniły. nie ma już pani joli, nie ma śląska, warsa, agrafki ani kina foksal. nie ma już dziewczyny, która kawę pijała tylko w wiedniu* i nie mogła przeżyć lata bez przynajmniej trzech par espadryli.
a wff ma już ćwierć wieku, naprawdę trudno w to uwierzyć...
*wiem to brzmi i cholernie snobistycznie, ale mój organizm nie tolerował ówczesnych polskich naparów.
wtorek, 19 maja 2009
aby do jesieni
Autor:
magdandena
o
09:11:00
Subskrybuj:
Komentarze do posta (Atom)
1 komentarz:
ŻYJ CHWILĄ, błagam! Jeszcze tyle może się zdarzyć... ;)))
Prześlij komentarz