czyli nie chciałam cię budzić.
właściwie nie ma mnie zupełnie, ale półprzytomna resztka świadomości próbuje ułożyć wygodniej zaspane ciało. może obudził mnie futrzasty neurotyk łaskocząc wąsami przy okazji poszukiwania najwygodniejszego miejsca? oczywiście najwygodniejszego dla niego, bo ja nie cierpię kiedy przygniatając mi z jednej strony kołdrę jednocześnie łaskocze w nos. wpychając marudę pod sprawdzam któraż to może być godzina.
5:42, jest jeszcze szansa na chwilę snu, jeśli tylko szybko ustalimy kto w końcu gdzie, pod czym i na czym śpi. kilka obrotów wokół własnej osi, wreszcie udało się, powoli odpływam w niebyt.
titiiii, titiiii roździera mózg sygnał sms*, 6:09, przecieram zapuchnięte oczy i czytam spełnienia marzeń... dzwonię żeby podziękować, przecież i tak już nie śpię.
nie chciałam cię budzić, sumituje się mama po czym jak najęte gadamy bite pół godziny.
no cóż, skoro nie mogę czegoś zmienić powinnam to polubić. prawda, że do twarzy mi z tymi sińcami do połowy policzków?
* może wreszcie dzisiaj zmienię ustawienia, bo słychać go chyba w promieniu kilku kilometrów...
środa, 10 czerwca 2009
trąba jerychońska
Autor:
magdandena
o
06:50:00
Subskrybuj:
Komentarze do posta (Atom)
1 komentarz:
Te kwiatki z serwetki, to... imieninowe of course ;)
Droga M.,
... bądź, po prostu BĄDŹ... :*
Prześlij komentarz