czyli a nie mówiłam?
ostatnie kilka dni dopinałam pewien (mały na szczęście) projekt związany z rocznicą wybuchy powstania. wymagało to m.in. zorganizowania transportu z punktu a do punktu b nie do końca określonej liczbie harcerzy. szybko policzyłam, że najprostszym i najtańszym sposobem będzie zamówienie odpowiedniej liczby taksówek, bo odległość między punktami była nikczemna raczej.
punkt b był mi znany, gorzej niestety z punktem a. harcerze mieli zostać przejęci po zbiórce, grzecznie zadzwoniłam więc do niejakiego harcmistrza z prośbą o dokładne namiary punktu a. harcmistrz długo opowiadał w którym to parku przy pewnej ulicy, ale podania numeru ulicy odmówił, twierdząc uparcie, że taksówkarze nie będą mieli kłopotu z odnalezieniem miejsca. czułam, że robię niemądrze, ale skapitulowałam przed jego argumentami.
wczoraj z odpowiednim wyprzedzeniem (czytaj nie za późno ani nie za wcześnie, ot w sam raz dla korporacji radio-taxi) zamówiłam 5 pojazdów, bo tyle ostatecznie było potrzebne do przewiezienia gromadki. podałam telefon do punktu a, gdyby jednak coś nie tak z tym opisem i do mnie, ot tak, z przyzwyczajenia.
radiopanienka przyjęła zamówienie, a ja spokojnie udałam się do dalszych zajęć.
niestety o 16.30, kiedy wypatrywałam czujnie całego towarzystwa (przecież ktoś musi za to zapłacić) zadzwonił harcmistrz, że wciąż czeka na podwody. szybki kontakt z radiopanienką ukazał grozę sytuacji - brak numeru ulicy = zero podwody czyli zamówienie zostało anulowane!
co myślę o tym, że nikt nie raczył mnie poinformować o odwołaniu, powiedziałam radiopanience bardzo krótko i raczej parlamentarnych wyrażeń używając, bo czas naglił.
harcerze godzinę w spędzili w podróży (o 16.58 harcmistrz donosił, że jeszcze kilometr). syreny zawyły, apel opóźnił się deczko, napięcie powoli opadło.
ale nie do końca chyba, bo dzisiaj o 5.12 obudziłam się z wrzaskiem - nie da się inaczej, kiedy łapie skurcz łydki, a może to złość na bezmyślność radiopanienki spuszczona ze smyczy użarła mnie boleśnie?
sobota, 2 sierpnia 2008
powstaję, wybucham i wyję
Autor:
magdandena
o
05:28:00
Subskrybuj:
Komentarze do posta (Atom)
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz