czyli podróżowałam lodówką.
w sobotę, dzień upalny dosyć, udaliśmy się nowoczesną lux-torpedą pkp do łodzi. trasa faktycznie odremontowana jak się patrzy, pociąg mknął 120 na godzinę (przynajmniej tyle wskazywał wyświetlacz) tak cicho, że słychać było szczękanie zębami podróżnych.
a podróżni szczękali zębami z zimna, bo temperatura w lux-torpedzie wynosiła tak na oko z 18 stopni. apele do konduktora, że nie jesteśmy kanapkami z majonezem i nie trzeba przechowywać nas w warunkach chłodniczych nie odniosły skutku.
łódź powitałam salwą gromkich kichnięć, a w gardle drapie mnie do tej pory. na szczęście w poniedziałek rano do stolicy przywiózł nas i, toyotą, bez klimatyzacji, dzięki czemu upiekło mi się chyba zapalanie płuc.
może unia oprócz 70 milionów do modernizacji torów i taboru powinna dołożyć jeszcze ciut na szkolenie z obsługi klimatyzacji?
wtorek, 12 sierpnia 2008
może i szybko, ale...
Autor:
magdandena
o
11:03:00
Subskrybuj:
Komentarze do posta (Atom)
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz