czyli oczy wytrzeszczam.
przytruchtał do mnie wczoraj zaaferowany użyszkodnik z prośbą o wydrukowanie tabliczek z nazwiskami. przywlókł ze sobą zagryzmolony karteluch, trudno było odcyfrować pisaninę, więc poprosiłam grzecznie - napisz to drukowanymi.
użyszkodnik przejął się okropecznie i po circa trzech kwadransach wpadł zziajany, tym razem z wydrukiem. nie spodziewałam się, że będzie w stanie wklepać to do kompa, ucieszyłam się więc i poprosiłam o plik.
nie mam, skasowałem, wyzipiał osobnik, a mnie zaczęło opadać wszystko. ale przecież coś musiało zostać na później, bo otrząsnąwszy się z szoku rzuciłam okiem na karteczkę. a tam jak wół: młotrzy specjalista - oczy wysadziło mi z orbit i zwątpiłam ostatecznie...
dzisiaj rano oczy miałam już na miejscu, ale nie zbyt długo, bo pewien pan poinformował mnie via mail, że: koszt wysyłki to 85zł przy wpłacie na kąto.
bosh, a jak ten wytrzeszcz mi zostanie??
wtorek, 5 sierpnia 2008
meandry pisowni
Autor:
magdandena
o
14:44:00
Subskrybuj:
Komentarze do posta (Atom)
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz