wszystko a propos braku słońca i ersatzów, bo jest zimno i pada niemal na głowę (serio, remont robią i poustawiali wielgachne wiadra do których ciurka woda z sufitu).
można radzić sobie z zimnem przy pomocy żywcem z zaprzeszłej epoki słoneczka - pamiątki po mężu birbancie właścicielki (równie muzealnej, lecz dobrze zakonserwowanej, pewnie dzięku poczuciu humoru)
ale bezpieczniej chyba afirmować sun is shining z finley'em quaye, bo eksponat wywala korki i topi listwy zasilające aż miło...
wtorek, 23 września 2008
trochę dźwięków i obrazek
Autor:
magdandena
o
12:24:00
Subskrybuj:
Komentarze do posta (Atom)
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz