sobota, 20 września 2008

coś, co zawsze poprawia mi humor

czyli receptura lasagnowa, wieki temu wymailowana do nas przez pewnego szwajcarskiego artystę awangardowego - po polsku, a jakże, bo to wielki entuzjasta tego języka jest...
zasypany sniegiem do pasa pisze wam rezepture lasagnowa: glodny Robert do sklepu, kupi tamte liscie lasagne ktory trzeba gotowoac albo inne, nie wiem, jakie u was sa. Potem kupi duzo warzywa, n.p. broccoli, marchewki, zellerie, lauch (takie zielony dlugie), i co wam tam polski ogrod saisonalne podaruje. Oczywiscie Robert nie kupi mieso, bo do tego nie trzeba. To co tzreba jescze kupic: sauce pod nazwiskiem Béchamel, ja zawze gotowy sos kupilem, bo nie wiem, jak to sie robi. I czosnek i cebula nie zapominac, i Pelati w Dose duza. Z tym wzystkim, Robert wroci do domu, obiera warzyw i kroi male kawalky. W tym czasie juz woda gotuje, trzeba liscie lasagne w nej kompac przez jakis czas (jesli trzeba, prosze przeczytac na kartonie). Rownoczesznie olivoil do patelni, czosnek i cebula nie za mocno, zeby nie bendzie bronzowe, potem por, marchewka, etc. i moze troche wino sol pieprz i co wam podoba. Na konzu pelati dodac, ale bez czerwonego sosu. Gotowac. Rownoczesznie przygotowac sos bechamelowy i myska zarodporna (no i co?) zwmarowac maslem i pierwszy zut lasagne wkladac. Potem warzywa, potem sos bechamel, znowu lasagne, znowu warzywa, sos, lasagne, itp. A, zapomnialem: ser nasypac na wierzchu, najlepiej parmesan, i hop do przeheizowanego Dingsbums, nie pamietam, do cholery, no Robert bedzie wiedzal. Zostawic w Dingsbums przynajmnej 40 minut nakryty, potem przez 15 Minut bez albo dluzej, do Robert zobaczy. Zmacz nego!
Brakujecie nam bardzo
i czekamy na Maila


pisownia oczywiście oryginalna, przepis zrobił furorę wśród znajomych, ostatnio widziałam go u kogoś na lodówce, już chyba z 10 lat wisi.
zawsze, kiedy robię lasagne, przypominam go sobie i chichoczę, nie wiem czy bardziej z przeheizowanego dingsbums czy z sosu pod nazwiskiem bechamel....

Brak komentarzy: