czyli coś żółtego zamiast zupy dyniowej.
ugotowałabym ją, ale mam jeszcze 1/2 gara* zamówionej przez p grochówki. zamiast tego zagrzebię się w żółtej pościółce, odpalę w qrczaku donovana i pożerając żółciutkie mango będę nucić they call me mellow yellow...
* to nie jest byle jaki gar, tylko cyberkosmiczny mega gar zawodowy king size, com go dostała w prezencie urodzinowym od dużego i małego m i wreszcie mogę gotować dyniową na 20 osób albo prawdziwy rosół w ilości większej niż litr - półtora wywaru, co było kompletnym bezsensem, bo uznaję tylko taki gotowany min. 3 godziny.
piątek, 31 października 2008
w poleca
Autor:
magdandena
o
18:31:00
Subskrybuj:
Komentarze do posta (Atom)
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz