czwartek, 30 października 2008

lewiatan

czyli wszyscy kochamy wujka googla...
nie wiem co mnie opętało, ale weszłam w posiadanie ryby, takiej duuuużej, patroszonej ale z łbem, ogonem i innymi przyległościami.
kupiłam to bydlę (ponad 3,5 kilograma!), a wtedy dotarło do mnie nagle, że teraz muszę je jakoś sprawić, a przecież nigdy nie filetowałam całego łososia.
ale od czego dano nam internet, kilka kliknięć i proszę krok po kroku, nie wyglądało to na operację mózgu.
zamknęłam futrzastych w pokoju cz (wyły i drapały cały czas), na wszelki wypadek zabrałam qurczaka do kuchni i wzięłam się do dzieła.
sukces może nie był spektakularny - udało mi się gdzieniegdzie go rozfarfoclić, ale wciąż mam wszystkie palce, a lewiatan ani razu nie prysnął na podłogę...

Brak komentarzy: