czyli poranne sudoku.
znalazłam z rana na biurku karteczkę, bardzo enigmatyczną z resztą, z której wynikało, że użyszkodnik pipsztyńska ma problem z systemem operacyjnym, banalny z resztą problem, bo ten sam miał niejaki ygrekowski i da się to naprawić w powiedzmy pół godziny.
oczywiście, jeśli zlokalizuje się jednostkę na której niejaka pipsztyńska pracuje.
pomijam fakt, że a mógłby po prostu wpisać numer kompa z którym jest problem, ale czegóż od niego wymagać, to nie pierwszy taki przypadek, więc powinnam się przyzwyczaić.
nic to, pomyślałam, znajdę użyszkodnika, dowiem się u źródła. niestety pipsztyńskiej nie znalazłam ani w książce telefonicznej, ani w jednej takiej magicznej tabelce, co to niemal ostatnia deską ratunku jest. nie ma i już!
z karteczki nie wynikało niestety w jakim dziale rzeczona pipsztyńska pracuje, więc nie pozostało mi nic innego, jak przesłuchać autora.
zdziwiony był niepomiernie, że czegoś chce od niego, może jemu również udzieliło się przekonanie niektórych, żem jasnowidząca?
wkrótce wydusiłam gdzie konkretnie pracuje pipsztyńska i ochoczo chwyciłam za telefon. ale nic z tego, w dziale x nikt o pipsztyńskiej nie słyszał.
a bo ona chyba wyszła za mąż, wydukał sprawca całego zamieszania, zapytaj o maciudzińską, chyba tak się teraz nazywa.
pysznie! choć w dalszym ciągu nie wiem który konkretnie komp ma problemy, bo maciudzińska aka pipsztyńska akurat dzisiaj ma wolne. zatem ciąg dalszy nastąpi.
co do a, nie zrobiłam mu krzywdy, choć czuję, że po kolejnej takiej akcji kiedyś go ukatrupię.
a może myślenie jednak boli? przynajmniej niektóre jednostki...
piątek, 17 lipca 2009
meandry skutecznej komunikacji
Autor:
magdandena
o
08:52:00
Subskrybuj:
Komentarze do posta (Atom)
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz