środa, 13 kwietnia 2011

ratuj się kto może

czyli kocilla kontratakuje...
najpierw były bojowe okrzyki, choć bardziej przypominające żałosne zawodzenia, potem ucichło, a towarzystwo gdzieś przepadło - pewnie zagrzebali się w czarzastonorze pomyślałam naiwnie.
ale była to cisza przed burzą - właściciele ogonów nastroszonych na wzór szczotek do butelek dreptali właśnie taniec wojenny w przedpokoju. chwilę później futrzato-pazurzasty kłąb wturlał się wrzaskiem pod łóżko. zamiast interweniować, zabezpieczyłam się pościelą, nigdy nie wiadomo z której strony wyskoczy ostro zakończony z pięciu stron szaleniec*.
bilans wypadł nie najgorzej - czarnemu wyciągnęłam paznokieć znad prawego oka, na białym nosie widać nieco śladów, ofiar w ludziach nie stwierdzono.

*zdarzały się już szalone pościgi po naszych, niczego nie przeczuwających niestety, osobach.

1 komentarz:

Cze pisze...

Tak też coś czułam, że to właśnie dlatego Morszczulla nos jest pokiereszowany. Wcale mi go nie żal. Za tą pięknie udekorowaną białą bluzeczkę? Nigdy