wtorek, 5 kwietnia 2011

kwilący nosorożec

czyli wiosenny poranek w chatynce.
słońce wstało już jakiś czas temu, budzik u cz dawno ochrypł i zdechł, a wszyscy spali w najlepsze. no prawie wszyscy.
nie spał kosmaty. nie wiem co go obudziło, może uparcie ignorowane wycie w cz-norze, może jakaś skuka za wątrobę szarpać go zaczęła, dość, że przemieścił się pod drzwi sypialni i zaczął marudzić. najpierw kwilił, potem zawodził jak syrena strażacka, wreszcie desperacko drapał drzwi, nic z tego, twardzi byliśmy, to duży chłopiec, nie będziemy pocieszać kociego mazgaja.
a w tym zgiełku cz błogo przesypiała poranne ćwiczenia, no bo kto to słyszał, żeby ludzi na 9.00 ciągnąć na uczelnię???

Brak komentarzy: