czyli nikt mu nie kazał histeryzować nad ranem.
futrzaści mają już swoje lata, ale choć bracia, starzeją się inaczej.
grubświn z lubością rozlewa się na poduszkach i wygrzewa w plamach słońca, od czasu do czasu żądając hałaśliwie wizyty na balkonie, gdzie kulka dla ptaków i doniczka z wodą z nietoperza.
cymson zaś snuje się po domu i rozpacza tak głośno, że chyba wkrótce odwiedzi nas ktoś z towarzystwa opieki nad zwierzętami.
no i oczywiście gliździ* się kiedy tylko ma okazję. dzisiaj podstępnie wywaliłam go nad ranem za drzwi, bo miałam nadzieję, że uda mi się jednak zasnąć. nie doceniłam jednak pawiana. z krawędzi snu zawrócił mnie atak histerii i rozpaczliwe drapanie w drzwi, próbę sił przerwał budzik c, a ja znów jestem wyspana inaczej.
w ramach rewanżu zarządziłam czesanie drania, a z tego, co zostało na szczotce da się pewnie zrobić izolację całkiem pokaźnego ptasiego gniazda. obrażony histeryk zaszył się w kącie, niedługo pewnie mu przejdzie, więc wieczorną powtórkę z rozrywki mamy jak w banku.
* gliździenie się polega na wpychaniu się między nas w łóżku i wiciu jako ten robal, połączonym ze ściąganiem kołdry, wbijaniem paznokci i łaskotaniu ogonem w nos.
poniedziałek, 14 marca 2011
v jak vendetta
Autor:
magdandena
o
11:51:00
Subskrybuj:
Komentarze do posta (Atom)
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz