czyli digging in the dirt*.
3:55 to pora, kiedy słowa skradają się w ciemności, czasem jest 4:52, a czasem 5:20.
c oddycha miarowo, futrzaści pochrapują rozpychając się niemożebnie na poduszkach albo wtuleni na łyżeczkę, czasem również w któreś z nas.
wiem, że pewnie znów nie będę mogła zasnąć, ale wciąż mam nadzieję, że może jednak tym razem się uda.
dlatego nie włączam karakana, nie wiercę się przesadnie - wystarczy, że ja nie śpię, po co budzić futrzatego histeryka, którego wrzask postawiłby na nogi umarlaka, że o c nie wspomnę.
słowa składają się w całość, gdzieś w tle majaczy senność, nie, nie będę jej płoszyć - zapiszę rano, zasypiam...
a rano, no cóż, chyba widać było ostatnio...
*peter gabriel, us, utwór 7
czwartek, 19 listopada 2009
tabletki na łzy, cukierki na sen
Autor:
magdandena
o
09:06:00
Subskrybuj:
Komentarze do posta (Atom)
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz